Park linowy

IMG_0435

 

Od najmłodszych lat chłopcy szaleli po placach zabaw i wspinali się na co się dało. Żadna zabawka, nawet ta przeznaczona dla starszych dzieci, nie była dla nich przeszkodą. A po pajęczynach z lin wspinali się niczym małpki już w wieku dwóch lat – co wywoływało ogromne zdziwienie wśród innych rodziców na placu, którzy raz z niedowierzaniem, a raz z trwogą patrzyli to na mnie, to na chłopaków. A oni nic sobie z tego nie robiąc wchodzili, stawali na samej górze, krzyczeli na całe gardło obwieszczając wszystkim dookoła, że są na czubku świata, schodzili i biegli na kolejną atrakcję. Nic więc dziwnego, że połknęli bakcyla wspinaczkowego już na pierwszej wizycie w parku linowym. Takim z prawdziwego zdarzenia, bez siatek zabezpieczających, za to z kaskami, uprzężami i karabińczykami, które trzeba przepinać po każdym zdobytym odcinku. Samodzielne przepinanie karabińczyków jest już dosyć dużym wyzwaniem, ale nie takim, żeby sobie 3,5-latek z tym nie poradził. Nawet tak niskopienny jak nasz Janek, który musiał stawać na palcach, żeby dosięgnąć niektórych lin ;)

 

IMG_0354a

IMG_0346

IMG_0363a

IMG_0351 1

IMG_0365 copy

 

Najczęściej korzystamy parku linowego Ju-Huu, który znajduje się tuż obok placu zabaw „Przy Bażantarni”. W parku znajdują się 3 tory o różnych poziomach trudności. Żeby je wszystkie przejść trzeba się wykazać nie lada siłą i dobrym zmysłem równowagi, bo trasy mają przeróżne przeszkody. Trzeba balansować na ruchomych przeszkodach, wspinać się, chodzić na czworaka i przeciągać w różnych wózkach. Na każdej trasie znajduje się też tyrolka, która najbardziej ze wszystkich atrakcji parku podoba się dzieciakom. Moim wyjątkowo, bo najchętniej wchodziliby bezpośrednio na nią ;)

 

IMG_0404

IMG_0391

IMG_0408

IMG_0459

IMG_0411

IMG_0435

IMG_0443

IMG_0486 1

IMG_0425a

IMG_0381