• Drugie życie drewnianych klocków

     

    Wczoraj wieczorem, całkowicie niespodziewanie naszła mnie nieodparta ochota zrobienia czegoś! Czasami tak mam i choćby nie wiem co, nie mogę stłamsić w sobie tej strasznej ochoty do działania. Nie ważne czy moje starania zakończą się sukcesem, najważniejszy jest sam proces tworzenia. I tak, zamiast iść położyć się spać, jak normalny człowiek, ja zabrałam się do pracy!

    Tym razem moją ofiarą padły stare drewniane klocki, którymi moje łobuzy już od dawna się nie interesowały. Nic dziwnego, tyle razy były używane, że się najzwyczajniej w świecie opatrzyły i znudziły.

     

    first

     

    Klocki miały zostać oddane w czyjeś dobre ręce, ale w mojej głowie zapaliła się lampeczka! Jest, mam pomysł! Uzbrojona w farby dla dzieci, cienkopisy i mazaki zabrałam się do pracy. I oto są, nowe, kolorowe i wesołe klocki, które ponownie cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Oby tylko ta miłość trwała dłużej niż, czas jaki zainwestowałam w ich zrobienie :)

     

    1

    2

    4

    3

     

    A teraz wybaczcie kochani, muszę iść zaaplikować dożylnie podwójne espresso, bo inaczej zasnę w trakcie robienia drugiego śniadania ;)

     

     

    Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
     
     
  • Bałtyckie

     

    Tak, jesteśmy jedną z wielu rodzin, która wyjeżdża latem nad nasze – tak  cholernie zimne – morze. I choć wiadomo, że trudno trafić z pogodą – w szczególności gdy rezerwuje się domek 4 miesiące wcześniej, że wieczory potrafią być tak zimne, że bez ciepłej bluzy nie da się wyjść na spacer, że w upalne dni ciężko znaleźć kawałek wolnego miejsca na plaży na kocyk – o namiocie dla dzieci nie nawet wspominać, a na ulicach trzeba cały czas lawirować w tłumie rozkosznie rozkojarzonych wczasowiczów, gapiących się na tandetne pamiątki prosto z Chin, to i tak pakujemy nasze walizki, zabieramy kanapki, herbatę w termosie i jedziemy. A robimy to, bo najzwyczajniej w świecie lubimy wspólne wyjazdy nad morze. Lubimy je do takiego stopnia, że bez jednego takiego wyjazdu, nawet weekendowego, nie ma dla nas wakacji.

     

    A propos pogody, to oczywiści musiał trafić się jakiś wietrzny i pochmurny dzień. Tak właśnie było pierwszego dnia. Wiało tak mocno, że spacerowaliśmy w bezrękawnikach!!! Pod koniec czerwca! Wow, tego jeszcze nie grali ;)

     

    1

    2

     

    Całe szczęście rozczarowanie pogodą wynagrodziły chłopcom gofry oraz przejażdżki na automatach! Ku zdziwieniu Janka, jeździł z nim Luigi z Mario Bross!!! ;)

     

    3

    4w

    5

     

    I choć następnego dnia poranek też był pochmurny, już po południu pogoda się wyklarowała. Słoneczko zaczęło przebijać się przez chmury i lekko przygrzewać, a my cieszyliśmy się nim siedząc na plaży. Oczywiście najwięcej czasu podczas pobytu nad morzem spędzaliśmy na największej piaskownicy w okolicy, co najbardziej podobało się chłopcom.

     

    6

    7

     

    Niestety nie było leżenia plackiem i opalania się na ciemny mahoń, bo chłopcy ciągle coś robili! Kopali doły, budowali fortece, rzucali błotem – całe szczęście nie w innych plażowiczów ;), szukali muszelek i bursztynów – z marnym skutkiem i to wcale nie z winy poszukujących, albo uciekali „pod falami”. Jak widać nie tylko mnie nie bawi wchodzenie do lodowatej, bałtyckiej wody, za to ucieczka przed jej falami już zupełnie inna historia :)

     

    8

    9

    10

    11

    12

    13

     

    Cumowanie łódki – jest jednak szansa, że Janek nie zostanie akrobatą cyrkowym! ;)

     

    14

    15

    (fot. Radek Maciejewski)

    17

     

    W trakcie pobytu nad morzem zaliczyliśmy kilka wypadów do okolicznych przystani rybackich po zapas świeżej i wędzonej rybki! Pychota! Na samo wspomnienie cieknie mi ślinka!

     

    18

     

    Poza tym jedliśmy lody, chodziliśmy na spacery, nie ścieliliśmy łóżek, grillowaliśmy z przyjaciółmi (pozdrowienia dla tych co byli), zgubiliśmy wiaderko, łopatkę i kilka foremek, ale za to przywieźliśmy w kieszeniach piasek i fantastycznie pozytywne wspomnienia! W przyszłym roku powtórka!

     
     

    Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
     
     
  • Groszek

     

    Do listy rzeczy uwielbianych latem powinnam jeszcze dodać zielony groszek, a raczej fakt jak bardzo polubił go Ignaś. Wcina go namiętnie i to w takim tempie, że nikt oprócz Janka, który chodzi za nim krok w krok, nie zdąży się nim uraczyć. Nam zostają przeważnie tylko łupinki! Na zdrowie synku! :)

     

    groszek 1

    groszek 2

    groszek 3

     

     

    Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
     
     

 Copyright © 2017 lemoniada. Wszystkie prawa zastrzeżone.