Działka

 

W zeszłym tygodniu poznaliśmy wątpliwe uroki plażowania nad warszawskimi jeziorami. Upały sprawiły, że wszyscy poszukiwali ochłody nad wodą, a zakaz kąpieli w Zalewie Zegrzyńskim spowodował, że okoliczne jeziora były jeszcze bardziej oblegane niż zwykle. Na plaży i w wodzie tłoczno jak w ulu. Do tego hałas, pety w piachu, wypadające ze śmietnika śmieci i tragicznie niski poziom kultury co niektórych plażowiczów. To wszystko sprawiło, że zabraliśmy się z stamtąd, zanim zdarzyliśmy się rozłożyć. Dlatego w ten weekend z przyjemnością skorzystaliśmy z propozycji wypadu na działkę do znajomych, gdzie było swojsko i swobodnie. Był basen z którego chłopcy nie wychodzili pół dnia, grusze, które dawały cudowny cień. Był hamak, naprędce zrobiony namiot i grill dla łakomczuchów. Graliśmy w badmingtona – dobre 15 lat tego nie robiliśmy, dlatego też przemilczę fakt jak zgrabnie nam to wychodziło, podjadaliśmy porzeczki prosto z krzaczka, a chłopcy wspinali się na co się dało. O dziwo udało im się nic nie zepsuć, poza badmingtonową rakietką, która otrzymała niepodziewany cios od Janka i tego samego dnia skończyła swój żywot. Mimo strat materialnych stwierdzam, że właśnie taki odpoczynek lubię najbardziej. W ciszy i spokoju. Gdzie chłopcy mogą swobodnie biegać i buszować bez obaw, że się zgubią lub zniszczą coś cennego. Gdzie ich psikusy i wybryki spotykają się z serdecznym uśmiechem. Gdzie można leniwie poleżeć pod gruszą, obserwując przebijające przez liście słońce. I co najważniejsze, wśród przyjaciół, których można nazwać rodziną.

 

1 (15)

2 (15)

3 (9)

7 (12)

13aaaa

8a (2)

9a (2)

10 small

11aa

12 (5)

14 (6)

4 (13)