Ale frajda!

 

W sobotę zaplanowaliśmy wypad na Targi książki dla dzieci „Czytajmy”. Jednak słońce świeciło tak przyjemnie i było tak ciepło, że po drodze zboczyliśmy do Lunaparku. W sumie to dobrze się złożyło, ponieważ byliśmy mocno nie o czasie, a ja nie bardzo miałam ochotę na przeglądanie książek ścigając się z czasem.

 

1a (8)

 

Jak się później okazało, była to FANTASTYCZNA decyzja. Wesołe miasteczko, mimo całej swojej kiczowatości, okazało się ogromnym hitem! Wiadomo, dzieciom takie atrakcje zawsze się podobają, ale tym razem nawet my się ubawiliśmy i uśmialiśmy.

Najwięcej emocji wzbudził diabelski młyn. Mimo wizji obrywającej się gondolki, wsiadłam z moimi chłopakami do kabiny. I nie żałuję! Widok uśmiechniętej twarzy Ignasia wart był kurczowego trzymania się barierki – jakby w ogóle to cokolwiek zmieniło, gdyby mój czarny scenariusz – tfffuuu, tfffuuu, tfffuuu przez lewe ramię – miał się spełnić. Jasiu za to nie mógł wyjść z podziwu całej tej machiny. Z otwartą buzią jechał przez dwa pełne okrążenia! Mężowi też się chyba podobało, mimo lęku wysokości – podziwiam go, że w ogóle wsiadł :*)

 

10 (6)

11a (2)

2a (4)

20 (2)

12 (5)

 

Nie trudno się domyślić, że na diabelskim młynie zabawa się nie skończyła. Chłopcy zaliczyli wszystkie możliwe karuzele, kolejki, pociągi i labirynty, które po kolei wywoływały w ich oczach iskierki, a potem uśmiech i okrzyki radości.

 

31a

33

34

35

 

Jedynie waty cukrowej zabrakło mi do pełni szczęścia! Ale zamiast niej zjedliśmy potworne oczy ;)

 

24 (2)

21a

 

Były też atrakcje, które zadziwiały i onieśmielały nawet tych odważnych, co na nie wsiedli.

 

39 a

40aa

41a

45

99a

 

Gdy wychodziliśmy z wesołego miasteczka słońce powoli już zachodziło. Ponad dwie godziny minęły w oka mgnieniu. Muszę przyznać, że świetnie się bawiłam! Chłopcy bez wątpienia też! Nie wyobrażam sobie lepszego pożegnania lata!