• Kreatywnie z Fabryką Wafelków – Worek Play&Go

     

    Dzisiaj ponownie zapraszam Was na wpis w ramach projektu „Kreatywnie z Fabryką Wafelków„, której celem jest pokazanie, że jedną zabawką można bawić się na wiele sposobów (poprzednie wisy możecie zobaczyć tutaj, tutaj i tutaj). Tym razem na tapetę wzięliśmy worek na zabawki firmy Play&Go który nie tylko pomorze zachować porządek, ale przyda się także podczas rodzinnych wyjazdów.

     

    _MG_6870a

     

    Worki Play&Go odkryłam już jakiś czas temu, ale naiwnie wstrzymywałam się z zakupem sadząc, że pudełkami uda mi się załatwić sprawę przechowywania chłopców zabawek, w szczególności klocków Lego. Nic bardziej mylnego! Odnalezienie brakującego elementu w pudle wypełnionym klockami graniczy z cudem i praktycznie każde takie poszukiwania kończyły się wyrzuceniem całej zawartości pudła na podłogę. To znowu wiązało się  rozniesieniem ich po całym domu. Każdy kto choć raz nadepnął na takie złowieszczo porzucone po środku dywanu Lego, wie że nie z tymi maleństwami nie ma żartów, a taka styczność cholernie boli. Po kilku takich bolesnych kontuzjach zaryzykowałam i zamówiłam worek Play&Go, który już po tygodniu użytkowania dołączył do grona moich ulubionych domowych gadżetów.

     

    Przechowywanie

    Tak, worek Play & Go załatwił nasz odwieczny problem przechowywania Lego. Poza kilkoma złożonymi modelami wszystkie klocki przechowujemy w worku, który wisi na haczyku, obok chłopców biurek. Klocków Lego mamy na prawdę  dużo, a jak na razie klocki wypełniły co najwyżej połowę worka – wszystkich wspaniałomyślnych darczyńców informuję, że można nas spokojnie dalej nimi obdarowywać, bo miejsca mamy jeszcze bardzo dużo ;) A jeżeli chodzi o mniej praktyczne względy to muszę przyznać, że nasz worek Play&Go to zdecydowanie najładniejszy gadżet do przechowywani jaki kiedykolwiek widziałam.

     

    IMG_4597a

    2

    3

     

    Mata do zabawy

    Kiedy tylko chłopaków najdzie ochota na budowanie z klocków zdejmujemy im worek Play&Go i rozkładamy gdzie tylko chcą. Chłopcy siadają na nim jak na dywaniku i zabawa trwa w najlepsze, a po skończonej zabawie zbieramy pojedyncze klocki, które wypadły poza worek, ściągamy sznurki i wieszamy go z powrotem na haczyku. 5 sekund i posprzątane! Nie muszę chłopców prosić 38 razy, żeby zebrali klocki do pudła, co najczęściej kończy się wypiciem przez matkę kubka melisy na uspokojenie. Wystarczy 5 sekund żeby wszystko wróciło do swojego poprzedniego stanu i sam ten fakt zasługuje na medal!

     

    IMG_4671 sm2

    IMG_4634 1 sm

    IMG_4670 sm2aa

     

    Worek do pakowania

    Jednak nie tylko na przechowywaniu użyteczność worka Play&Go się kończy. My praktycznie przy każdej podróży zabieramy go ze sobą, bo tak jak znakomita większość podróżujących z dziećmi rodziców, my także zabieramy ze sobą na wyjazdy takie zabawki i przedmioty, które ni jak nie mieszczą się do walizki, a są z kategorii tych NIEZBĘDNYCH! Od kiedy mamy worek Play&Go już nie cierpię katuszy podczas prób upakowania wszystkich nieforemnych zabawek w walizce, bo po prostu wrzucamy je worka. I tak do interaktywnego dinozaura wielkości kota dochodzą łopatki, chwytaki do piasku, piłki i rakietki, które za jednym przysiadem wynosimy do auta. Nic nam spada, nic nie gubimy po drodze, a co ważniejsze nie kursujemy między domem a samochodem cztery razy co dotychczas było u nas standardem. Często zdarza się, że w worku lądują też złapane w ostatniej chwili kalosze czy pudełka na przekąski, o których w ferworze pakowania zapomniałam.

     

    IMG_3228 copy 2a

    IMG_3242 copy 2aa

     

    Koc

    Zabrany ze sobą na wyjazd worek, przekleństwem byłby zostawić w wynajętym pokoju. Wystarczy go przepakować, zarzucić na ramię i zabrać nad jezioro lub plażę, gdzie będzie po wypakowaniu ekwipunku służy jako mata do siedzenia. I to jedna z ładniejszych ;) I  nie musicie przejmować się żadnymi plamami z trawy czy po jedzeniu, bo worek można najzwyczajniej prać w pralce :)

     

    IMG_4721 sm

    IMG_4743 copy smm

    IMG_4726 1sm3

     

     

    Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
     
     
  • Czekoladowy budyń z awokado

     

    Gdy pierwszy raz wpadł mi w ręce przepis na budyń z awokado nie wierzyłam, że będzie smaczny. Uwielbiam awokado w sałatkach i na kanapkach, w towarzystwie czosnku, bekonu lub krewetek, ale w wersji słodkiej nie mogłam go sobie ni jak wyobrazić. Wręcz zakładałam, że pudding z awokado będzie niezjadliwy. Mimo sceptycznego nastawienia wypróbowałam przepis i zakochałam się bez reszty. Budyń jest wyjątkowo smaczny, delikatny i zaskakująco puszysty, a przygotowanie go zajmuje dosłownie 5 minut! Albo i krócej!

     

    IMG_4048a

     

    Składniki:

    • 1 dojrzałe awokado – w upalne dni polecam schłodzić je w lodówce przed przygotowaniem
    • 1/3 szklanki kakao
    • 1/4 szklanki drobnego cukru – równie dobrze możecie zastąpić go miodem, syropem z agawy lub stawią, jeżeli chcecie wersję bezcukrową
    • 1/2 szklanki niesłodzonego mleka roślinnego – mi najlepiej odpowiada migdałowe, ale każde inne też jest ok
    • 1/4 łyżeczki ekstraktu waniliowego – ale tylko takiego naturalnego, domowej roboty, sztucznych nie polecam

     

    IMG_4031 sma

     

    Awokado obieramy ze skórki, wyjmujemy pestkę i tniemy na mniejsze kawałki. Kawałki awokado wrzucamy do blendera, dosypujemy do niego kakao, cukier i dolewamy mleko, a całość miksujemy do uzyskania jednolitej, puszystej masy. Jeżeli chcecie użyć stewii polecam wcześniej wymieszać ją w lekko podgrzanym mleku – pamiętajcie jednak, żeby mieszankę dodać dopiero po jej ostygnięciu. Zmiksowany budyń przekładamy do salaterek i ozdabiamy ulubionymi owocami – tak, to takie proste.

     

    IMG_4040aa

    IMG_4043 fa

     

    Choć nie sądzę, żeby komukolwiek to się udało, bo budyń jest taki dobry, że aż ciężko się powstrzymać od niewylizywania blendera, to nie polecam zostawiać go napózniej, bo może nabrać intensywnego awokadowego smaku, za którym nie każdy przepada ;)

     

    IMG_4076aaa

    IMG_4077 aaaaa

    IMG_4091aaaa

     

    Smacznego!

     

     

    Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
     
     
  • Saszetki SOS

     

    Znacie opaski SOS z numerem telefonu do opiekunów, które zakłada się dzieciom na nadgarstki? Domyślam się, że znakomita większość z Was używa ich na plażach, gdzie w tłumie wczasowiczów tak łatwo gubiły się dzieci. Jednak takie wypadki mogą się zdarzyć na co dzień, chociażby na zakupach w centrum handlowym czy w tłocznym przejściu podziemnym. Zgubić dziecko wbrew pozorom nie jest wcale trudno, tym bardziej gdy to dziecko jest małym niecierpliwym wiercipiętą. Wystarczy, że na sekundę spuścimy dziecko z oka, co przy dwójce i większej ilości dzieci zdarza się notorycznie. Wystarczy dosłownie moment kiedy poświęcamy uwagę na pomoc młodszemu lub starszemu rodzeństwu, żeby dziecko się zgubiło. Wiem coś o tym, bo statystycznie gubię Janka średnio 4 razy dziennie na placu zabaw – aż się śmieję, że opanował sztukę teleportacji, bo w jednej chwili jest w jednym miejscu, a sekundę później w drugim. Tylko zgubić dziecko na placu zabaw, z którego ma zakaz wychodzenia sam, to nie to samo, co zgubić w je centrum handlowym, w przejściu podziemnym czy zatłoczonym centrum miasta. Dobrze byłoby, gdyby dziecko miało taką opaskę SOS na ręku, jednak na co dzień najczęściej ich nie używamy – no powiedz sama, pamiętałabyś o tym, żeby zakładać ją za każdym kiedy wychodzicie razem z domu? A w życiu! Ale ostatnio na naszym rynku pojawił się gadżet, który jest rewelacyjnym rozwiązaniem tego problemu – są nimi saszetki SOS.

     

    IMG_3915 sm

     

    Saszetka sama w sobie jest rewelacyjna – wykonana z nieprzemakalnego materiału, z dwoma pojemnymi kieszonkami, a umieszczenie w niej karteczki SOS uważam za genialny pomysł.

     

    IMG_3924 sm

    IMG_3921sm

    IMG_3932 sm

     

    Jak to dział? To bardzo proste! Na wyjmowanej karteczce umieszczamy swój adres zamieszkania oraz aktualny numer telefonu do siebie, tak aby w razie zaginięcia dziecka osoba, która je znajdzie będzie mógł się z nami bezpośrednio skontaktować. Prawda, że sprytne? Jednak na tym zalety saszetki SOS się nie kończą. Będzie ona niezwykle pomocna, gdy nasze dziecko ulegnie wypadkowi podczas naszej nieobecności!

     

    IMG_3920 sm

    IMG_3963 1sm

    IMG_3875 1sm

    IMG_3881 sm

    IMG_3885 sm

     

    Saszetki tak się podobają moim chłopakom, że zakładają je za każdym razem gdy wychodzimy z domu. Towarzyszą im podczas spacerów, wyjść do sklepu, na rower i na plac zabaw. Trzymają w nich swoje ulubione małe zabawki, herbatniki (które o dziwo wcale im się nie łamią!), pieniążki na gofry lub lody i wszystkie znalezione skarby, które do tej pory nosiłam ja ;)

     

    IMG_3565 sm

    IMG_3578a

    IMG_3591 sm

    IMG_3681 sm

    IMG_3646 sm

    IMG_3632 sm2

    IMG_3638 sm

    IMG_3635 sm

    IMG_3648 sm

    IMG_3654 smm

    IMG_3669 sm

    IMG_3575 sm

    IMG_3557 sm

    IMG_3686 sm

     

    Te cudowne saszetki, w przeróżnych wariantach kolorystycznych możecie zakupić – tutaj.

     

     

    Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
     
     

 Copyright © 2016 lemoniada. Wszystkie prawa zastrzeżone.